W czasach kryzysu epidemiologicznego, który podważa obecną konstrukcję europejską, proponujemy współczesny manifest z Włoch – ojczyzny Altiero Spinelliego, jednego z ojców założycieli Unii Europejskiej.

…mógłbyś mieć, szanowny czytelniku, wszystko, o czym byś zamarzył, by rozwiązać obecny kryzys sanitarny, i jeszcze więcej. Lecz Unia Europejska nie jest federacją. I jest tak dlatego, że rządy państw narodowych zrobiły wszystko, by temu zapobiec. W konsekwencji Unia Europejska nie ma rządu. Komisja Europejska, która miałaby być rządem federalnym, de facto nim nie jest: jest wydawcą rekomendacji, które każde państwo może przyjąć, lecz nie musi, wedle swoich partykularnych interesów – realnych lub wyimaginowanych.

Gdyby Unia Europejska była federacją, mielibyśmy wspólną politykę migracyjną i wystarczająco dużo zasobów, by zarządzać kryzysem uchodźców na greckiej granicy. Żadne państwo członkowskie nie mogłoby zrzec się obowiązku uczestnictwa: dyrektywy Komisji miałyby moc ustaw i istniałoby wojsko europejskie, które stałoby na straży ich przestrzegania. Obywatele europejscy nie czuliby się upokorzeni (wcześniej powiedzielibyśmy „zhańbieni”) za sprawą polityki, która, bez wspólnej zgody, decyduje się zamknąć granice najbogatszego kontynentu na świecie przed tłumem zdesperowanych ludzi uciekających przed trwającą dziesięciolecia wojną. Lecz rządy państw narodowych odmawiają nadania Unii takiej mocy. Więc my – ty i ja – musimy stawić czoła temu upokorzeniu.

Gdyby Unia Europejska była federacją, miałaby wieloletni budżet, który finansowałby politykę rozwoju i zatrudnienia, system ochrony zdrowia publicznego, której zazdrościłoby niejedne państwo na świecie; miałaby realny wpływ na arenę międzynarodową oraz miałaby dług publiczny podyktowany pod inwestycje strategiczne, jak każde inne państwo. Nie bylibyśmy świadkami nieprzyzwoitego spektaklu, w którym 27 rządów walczy do krwi o już i tak absurdalny wspólny budżet, z których każdy chce zagarnąć dla siebie jak najwięcej, obojętny na los Europejczyków, aż dojdzie do paraliżu finansowego i bankructwa 450 milionów obywateli. Rządów państw narodowych nie obchodzi los Europejczyków. Nie są warci ich uwagi.

Gdyby Unia Europejska była federacją, już zostałyby wydane wiążące dyrektywy w celu powstrzymania rozprzestrzeniającej się pandemii. Wykorzystano by konieczne ku temu środki, dystrybuując je na terenach najbardziej tego potrzebujących. Nikt nie musiałby „prosić o solidarność” i nikt by jej nie odmówił: seria dekretów federalnych rozwiązałaby sprawę w mgnieniu oka, a rządy państw członkowskich musiałyby potulnie na to przystać. Lecz rządy odmawiają Unii tej mocy, więc obecnie każde państwo idzie własną drogą, improwizując i kreśląc plany z różnymi terminami realizacji, licząc, ile maseczek pozostało mu do dyspozycji.

Gdyby Unia Europejska była federacją… mielibyśmy to wszystko i nawet jeszcze więcej, przepięknie wyposażoną skrzynkę z narzędziami, gotową na każdy scenariusz – o jakiej właśnie w tym momencie marzymy.

Lecz Unia Europejska nie jest federacją, bo rządy państw członkowskich tego nie chcą. Nie wyjaśniają jednak swoim obywatelom, co zamierzają zrobić ze swoją cenną mocą, jaką chcą zachować tylko dla siebie, odmawiając jej Unii, lecz jednocześnie prosząc ją o zasoby i „solidarność”.

Coraz częściej słyszy się, że Unia musi się zmienić – lecz musimy dobrze to zrozumieć. Jeśli rzeczywiście zdecydujemy się na zmianę jej charakteru, nie możemy ograniczać się do przeprowadzenia jednej czy drugiej reformy, do stworzenia kolejnej „agencji”, zwiększenia udziału w budżecie z 1 do 1,3 procent, wzmocnienia funckji przewodniczącego Komisji, ujednolicenia jej z urzędem przewodniczącego Rady, stworzenia list ponadnarodowych, czy emitowania euroobligacji. Wszystko to byłoby na nic.

Należałoby zrobić jedno: stworzyć fundamenty Unii od nowa, zmienić strukturę jej władzy w zarodku, przekształcając tę jąkającą się, bezsilną Europę międzyrządową w federację, to znaczy we wspólny rząd posiadający środki i kompetencje koniecznie do działania w obszarach, które są mu właściwe, zgodnie z prawami rządzącymi federacjami. Nic innego nie zadziała i nic innego nie będzie wystarczające. Kto uważa inaczej, jest w błędzie. Ze zbitki liderów państw narodowych nigdy nie narodzi się wspólna polityka. Jest to mrzonka, jest to po prostu niemożliwe. Należy zapobiec bojkotowi wspólnej polityki przez rządy i jedynym kluczem do tego jest odebranie im władzy wykonawczej na rzecz rządu unijnego.

Jest to kwestia tylko i wyłącznie woli politycznej, nie ma przeszkód technicznych. Ktokolwiek uważa, że to nieosiągalne, kłamie i jest wrogiem europejskiego społeczeństwa. Kto nalega, że Unia powinna przestać istnieć, albo że jego państwo powinno ją opuścić, ma urojenia. Państwo członkowskie, które utraciłoby zyski płynące z jednolitego rynku wewnętrznego doznałoby natychmiastowej zapaści gospodarczej i nie jest to żadna skomplikowana czy abstrakcyjna teza: jest to postawa funkcjonowania gospodarki. Lecz również jednolity rynek nie przetrwa bez jednej waluty i swobodnego przepływu dóbr, kapitału i pracowników. W związku z tym, nie można stawiać kroku wstecz, jedynie naprzód: ku integracji gospodarczej i politycznej.

To kolej obywateli na objęcie pozycji i wymuszenie od rządów, by zakończyli tę farsę: muszą potępić fakt, że Parlament Europejski wybierany jest przez lud, a nie ma władzy; że Komisja, która imituje rząd, nie może rządzić; że Unia, która wzywa do zasad człowieczeństwa, wolności i solidarności, nie umie poradzić sobie z kryzysem humanitarnym we własnych granicach, jednocześnie tolerując rażące naruszenia praworządności na swoim podwórku.

Nie wiem, czy Konferencja w sprawie przyszłości Europy będzie dobrą okazją i odpowiednim instrumentem do zmian. Mam taką nadzieję! Wiem jednak na pewno, że obywatele Europy muszą podnieść głos i naciskać, naciskać i naciskać, dopóki nie uzyskają Stanów Zjednoczonych Europy.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz