Po obszernym wywiadzie na temat polityki mołdawskiej, kontynuujemy serię rozmów na temat Partnerstwa Wschodniego. Tym razem koncentrujemy się na tragicznych wydarzeniach w Armenii.

Nasza rozmówczyni, Viktorya Muradyan, jest ormiańską dziennikarką i badaczką. Obecnie studiuje na podyplomowym kierunku studiów magisterskich Stosunki Międzynarodowe i Dyplomację w Kolegium Europejskim w Brugii. Wcześniej pracowała dla Regional Post Caucasus, evnmag i France-Arménie. Viktorya jest byłą redaktorką naczelną platformy internetowej „Speak Freely”, a obecnie prowadzi serię podcastów „Eastern Dialogue” na temat wojny w Górskim Karabachu we współpracy z Regional Post Caucasus.

Bardzo dziękuję, że zgodziłaś się z nami porozmawiać, Viktorya. Mamy wyjątkową okazję przeprowadzić ten wywiad z osobą, która tak dobrze zna obecną sytuację w Armenii.

Trudno sobie wyobrazić, co czuje teraz naród ormiański, który po raz [1] kolejny doświadczył izolacji na arenie międzynarodowej w obliczu brutalnej inwazji wojskowej ze strony Azerbejdżanu. Czy mogłabyś proszę opisać w kilku słowach obecną sytuację w Armenii, zaledwie kilka tygodni po zawieszeniu broni?

Jak mogę opisać obecną sytuację w Armenii? Otóż 31 grudnia byłam na Cmentarzu Wojskowym Yerablur w Erywaniu. Nie do pomyślenia, że podczas gdy cały świat stroił się i świętował koniec roku 2020, ormiańscy rodzice chowali swoich 20-letnich synów. I ci rodzice byli szczęściarzami, jak sami o sobie mówili, ponieważ wielu innych rodziców nie otrzymało ciał swoich dzieci prawie dwa miesiące po zakończeniu wojny. Inni rodzice widzieli, jak ich dzieci są zabierane lub torturowane jako jeńcy wojenni przez armię azerską, bez nadziei, że pewnego dnia powrócą. Są tysiące martwych żołnierzy, tysiące inwalidów.

Ormianie mieszkający w Górskim Karabachu zostali w dużej mierze wysiedleni i powoli wracają do swoich domów. Niektórzy z nich już nigdy nie wrócą, bo stracili swoje domy, albo nie czują się bezpiecznie, nawet przy obecności rosyjskich sił pokojowych. Całe pokolenie, jeśli nie cały naród, przeżywa traumę, a świat w większości nie jest zainteresowany podjęciem jakichkolwiek działań. Istnieje wiele kwestii, które pozostają nierozwiązane, w tym szczegóły podpisanych porozumień, zwrot dziesiątek jeńców wojennych przetrzymywanych w Azerbejdżanie, wytyczenie nowych granic, kwestie statusu Górskiego Karabachu, których nikt nie spieszy się rozwiązać.

Odpowiedź Unii Europejskiej na agresję azerską była obiektywnie rzecz biorąc niewystarczająca, jeśli w ogóle można mówić o jakiejkolwiek reakcji. Prawdopodobnie tylko jedno państwo członkowskie, mianowicie Francja, otwarcie wyraziło swoje zaniepokojenie nową wojną na Kaukazie. Jakie były według Ciebie przyczyny tego rozczarowującego milczenia na Zachodzie?

Istnieje wiele teorii na ten temat. Niektórzy twierdzą, że stało się tak dlatego, że Zachód jest instytucjonalnie niewydolny, ponieważ nawet w przypadku sankcji wobec Turcji i Azerbejdżanu, które mogłyby być najwyższą formą interwencji, UE wymagała zgody 27 państw członkowskich. Widzieliśmy, jak trudne było osiągnięcie jednomyślności nawet w przypadku konfliktu Grecji z Turcją czy sankcji wobec Białorusi, która stanowi bardziej oczywisty, czarno-biały przypadek jeśli chodzi o to kto jest złoczyńcą.

Inni mówią, że UE pozostała obojętna, ponieważ nie była wystarczająco zainteresowana tym konfliktem i była już zajęta Brexitem, koronawirusem i innymi kryzysami wewnętrznymi. UE ciągle powoływała się na OBWE jako jedyne akceptowalne ramy dla rozwiązania konfliktu w Górskim Karabachu, ale nie rozumiała, że Azerbejdżan nie chce już zasiadać przy stole negocjacyjnym. Stanowisko to zostało wyrażone przez samego prezydenta Alijewa, który wielokrotnie, ostatnio w lipcu ubiegłego roku, bagatelizował wysiłki Grupy Mińskiej OBWE.

Jeszcze inna teoria mówi o znaczeniu Azerbejdżanu jako partnera energetycznego i gospodarczego dla UE. 4 grudnia 2020 roku Komisja Europejska powitała „kaspijski gaz” w UE. Ostatnia część liczącego 3500 km południowego korytarza gazowego, zwanego Gazociągiem Transadriatyckim (TAP), w końcu rozpoczęła swoją działalność, transportując gaz z podmorskiego złoża Shah Deniz w Azerbejdżanie do Włoch. Myślę, że przekonaliśmy się o tym, że w swoich wysiłkach na rzecz dywersyfikacji energetycznej UE może również zapomnieć o art. 21 TUE [2].

Moim zdaniem prawdziwą odpowiedź na to pytanie stanowi połączenie wszystkich powyższych czynników. Jest to jeden z konfliktów w Wielkiej Europie, wobec którego UE zawsze wykazywała wyjątkową ostrożność. Zasada integralności terytorialnej jest bolesną kwestią dla wielu państw UE i UE nigdy nie zajęłaby jednomyślnego stanowiska, które przedkładałoby zasadę samostanowienia Ormian w Arcachu [3] nad zasadę integralności terytorialnej. Dodatkowo, UE nie chciała eskalować i tak już napiętej sytuacji z Turcją lub zagrozić funkcjonowaniu Gazociągu Transadriatyckiego (TAP) poprzez rozgniewanie Azerbejdżanu jakąkolwiek nawet lekko krytyczną reakcją. Działała już inna instytucja odpowiedzialna za mediacje pokojowe, zatem UE nie miała absolutnie żadnego interesu w przejmowaniu tej roli.

Jakie skutki dla przyszłości stosunków dwustronnych między Erewaniem a Moskwą może mieć rosyjskie wsparcie dla negocjacji w sprawie zawieszenia broni? Czy sądzisz, że w dłuższej perspektywie Twój kraj może stracić zainteresowanie zacieśnianiem więzi z UE, a zamiast tego pogłębiać swoją integrację gospodarczą i polityczną z Rosją?

Oczywistym jest, że stosunki między Erewaniem a Moskwą prawdopodobnie nigdy nie były bliższe. Nie mówię, że lepsze, mam na myśli po prostu bliskość. Po części jest to konieczność, po części prawdziwa sympatia, bo w końcu Rosja była jedynym aktorem, który wkroczył, choć dość późno, i powstrzymał wojnę bardzo wysokim kosztem dla nas. Ale nic nie jest warte więcej niż życie młodych mężczyzn. Wielu ludzi w Arcachu czuje, że Rosja gwarantuje im bezpieczeństwo, zaś wielu prozachodnich liberałów nie ma już żadnych argumentów na poparcie swojej prozachodniej polityki zagranicznej po tak obojętnej reakcji UE i USA. Zarówno Armenia, jak i Arcach są teraz blisko związane z Moskwą, co z pewnością wpłynie na stosunki UE-Armenia. Myślę nawet, że UE może na jakiś czas wycofać się z Armenii, żeby obserwować rozwój wydarzeń. Jest jednak zbyt wcześnie, by to oceniać, ponieważ wojna tak naprawdę jeszcze się nie skończyła. Wojna po prostu przeniosła się z jednego status quo na drugie, z tą różnicą, że tym razem status quo jest zarządzany i kontrolowany przez Rosję. To jedyna rzecz, która stoi Alijewowi [4] w gardle i która nie pozwala mu cieszyć się pełnym zwycięstwem (choć on sam udaje, że to zwycięstwo takie jest).


Żołnierz rosyjskich sił pokojowych chroniący klasztor Dadivank w Górskim Karabachu przed azerskimi żołnierzami, © Andrey Borodulin/AFP/Getty

Co Twoim zdaniem można zrobić, aby zwiększyć świadomość na temat ormiańskiej sytuacji w UE?

Widzieliśmy, jak wielu eurodeputowanych głośno mówiło o konflikcie, o agresji i wojnie zainicjowanej przez Azerbejdżan oraz o niezliczonych zbrodniach wojennych, które mają miejsce nawet teraz, po podpisaniu porozumienia. Dyskusja została jednak szybko zamknięta, gdy Wysoki Przedstawiciel Josep Borrell powiedział, że nie widzi innych możliwości działania niż wspieranie współprzewodniczących Grupy Mińskiej OBWE.

Tymczasem Ormianie są porywani, torturowani i zabijani bez żadnego uzasadnienia czy wyrzutów sumienia. 58-letnia Alvard Tovmasyan, ormiańska kobieta dotknięta upośledzeniem intelektualnym drugiego stopnia, zaginęła 10 listopada 2020 roku w pobliżu wsi Karin Tak, niedaleko Shushi. Kilka dni temu znaleziono ją martwą i torturowaną „nie do poznania” przed jej własnym domem, z odciętymi rękami, uszami i stopami, jak twierdzi jej brat. Czy któreś z europejskich mediów o tym napisało? Znalazłam ledwie jeden zagraniczny artykuł na ten temat na stronie internetowej Christian Concern. Ale powiedz mi, ile setek mediów napisałoby o podobnym przypadku, gdyby wydarzył się on w UE? Ilu ludzi krytykowało Putina za próbę zabicia Nawalnego, ile mediów relacjonowało jego powrót do Rosji? Dlaczego niektórzy dyktatorzy są lepsi od innych? Dlaczego niektóre życia są mniej warte od innych? To jest to, co mnie, nas Ormian, najbardziej niepokoi. Ta całkowita ignorancja i obojętność połączona z kompletną hipokryzją. Odpowiedzialne są za to zarówno europejskie media, jak i politycy.

Ale jeśli politykom i dyplomatom Unii Europejskiej naprawdę zależy na prawach człowieka, na międzynarodowym prawie humanitarnym, powinni zrobić wszystko, co w ich mocy, aby wywrzeć presję na Azerbejdżan, aby zwrócił ormiańskich jeńców wojennych i przystąpił do tworzenia elementarnych podstaw dla współistnienia. To jest obecnie absolutnie najważniejsza kwestia w naszym regionie, w obu krajach. Nie zmiany klimatyczne i nie rozwój MŚP, chociaż wszystkie one są niezaprzeczalnie ważne w perspektywie długoterminowej. Jeśli UE nie zdoła zrobić nawet tego, to nie jestem pewna, na ile prawdziwe i odporne są zachodnie, a dokładniej europejskie wartości poszanowania praw człowieka.

Mówiąc bardziej ogólnie, które obszary polityki Partnerstwa Wschodniego mogłyby i powinny zostać ulepszone, tak aby UE rozwijała lepsze relacje ze swoimi wschodnimi sąsiadami, zwłaszcza z tymi bardziej odległymi, np. z Armenią?

Kraje Partnerstwa Wschodniego mają bardzo różny poziom zaangażowania w integrację z UE, a Unia ma do nich bardzo różny stosunek. Niektórym państwom poświęca się więcej uwagi, działań i zasobów, po pierwsze ze względu na ich położenie geograficzne, a po drugie ze względu na ich gotowość do większej integracji z UE. Lepsze stosunki to kwestia dwustronna. Unia Europejska nie może oczekiwać dobrych stosunków z żadnym z krajów Partnerstwa Wschodniego, jeśli ich rządy, a co ważniejsze, obywatele, nie mają już zaufania do UE.

W tej chwili mogę mówić tylko w imieniu Armenii. Podczas drugiej wojny w Górskim Karabachu i w jej następstwie pustkę, którą UE pozostawiła swoją obojętną reakcją na konflikt, wypełniło rozczarowanie narodu ormiańskiego. Widzę dwa możliwe rozwiązania tej sytuacji: albo zwiększyć możliwości swoich działań, wypowiadając się przeciwko naruszeniom praw człowieka, albo zmniejszyć oczekiwania. Uważam, że z owych dwóch scenariuszy ten drugi jest bardziej prawdopodobny w najbliższej przyszłości. UE powinna unikać pompatycznej retoryki o swoim wyjątkowym wpływie w regionie Południowego Kaukazu i ogólnie w krajach Partnerstwa Wschodniego a być z nimi szczera w kwestii tego, co jest w stanie i co jest gotowa zrobić. Być może Unia postawiła sprawę jasno wobec rządu Armenii, tego się nie dowiemy. Ale liczą się ludzie, bo prawdopodobnie wkrótce znów dojdzie do zmian w rządzie. A naród ormiański jeszcze do niedawna miał ogromne zaufanie do UE jako partnera i jako przyjaciela.

Jak widzimy, nadchodzące tygodnie są kluczowe dla przyszłości stosunków UE-Armenia, a co ważniejsze, dla pokoju i równowagi w regionie, do którego należą trzy z sześciu krajów Partnerstwa Wschodniego. Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję, Viktorya, za tę naprawdę pouczającą rozmowę.


[1] W 1915 r. armia turecka rozpoczęła masowe masakry i deportacje Ormian żyjących zarówno w Imperium Osmańskim, jak i na terytoriach podbitych przez nie w pierwszym roku I wojny światowej. Szacuje się, że około 1 miliona Ormian straciło życie w wyniku tych działań, które większość krajów europejskich oficjalnie uznało za „ludobójstwo Ormian”.

[2] Zgodnie z Artykułem 21 TEU, “[d]ziałania Unii na arenie międzynarodowej oparte są na zasadach, które leżą u podstaw jej utworzenia, rozwoju i rozszerzenia oraz które zamierza wspierać na świecie: demokracji, państwa prawnego, powszechności i niepodzielności praw człowieka i podstawowych wolności, poszanowania godności ludzkiej, zasad równości i solidarności oraz poszanowania zasad Karty Narodów Zjednoczonych oraz prawa międzynarodowego.”.

[3] Ormiańska enklawa w Górskim Karabachu, która ogłosiła niepodległość w grudniu 1991r. Choć nie uznaje jej żadne państwo na świecie, pozostaje ona w rzeczywistości poza kontrolą Azerbejdżanu. Jednakże w wyniku niedawnej wojny została ona częściowo odbita przez azerską armię.

[4] Ilham Alijew, Prezydent Republiki Azerbejdżanu