Zgodnie z zapowiedziami, rozpoczynamy nowy rok serią wywiadów poświęconych perspektywom rozwoju Partnerstwa Wschodniego. Dzisiaj dzielimy się z Wami tym, czego dowiedzieliśmy się o Mołdawii, która mimo tego, że jest jednym z najmniejszych i najbiedniejszych państw Europy, okazuje się bardzo ciekawym krajem, który obecnie przechodzi znaczące przemiany w sferze politycznej.

W związku z tym cieszymy się, że mogliśmy porozmawiać z dwójką mołdawskich studentów Kolegium Europejskiego, którzy zyskali znaczące doświadczenie w kwestii stosunków bilateralnych między UE a Mołdawią.

Dzień dobry, bardzo dziękuję Wam, że zechcieliście udzielić nam tego wywiadu.

E.A. [1]: To my Tobie dziękujemy za zainteresowanie. Cieszy nas Twoja chęć rozmowy o Partnerstwie Wschodnim i jego promowania. Choć w Internecie można znaleźć wiele (głównie anglojęzycznych) źródeł na jego temat, nie zawsze są one wystarczająco widoczne. Zatem wspaniale, że chcesz pisać o krajach takich jak Mołdawia, które wciąż pozostają w dużej mierze nieodkryte przez zachodnie media.

Alexandru Musteata (A.M.): Zgadzam się i chciałbym na wstępie podzielić się pewną krótką anegdotą: pewien były kierownik biura Rady Europy, doktor nauk politycznych, przyznał kiedyś w prywatnej rozmowie ze mną, że mógłby napisać kolejny doktorat o Mołdawii zaledwie kilka lat po pierwszym, ponieważ życie polityczne w tym kraju jest tak nieprzewidywalne. Miło więc, że poprosiłeś nas o ten wywiad!

Mołdawia to jedno z najbiedniejszych i najmniej znanych państw w Europie. Tymczasem sporo się o nim ostatnio mówiło po tym jak Maia Sandu wygrała listopadowe wybory prezydenckie pozostawiając daleko w tyle dotychczasowego prezydenta Igora Dodona.

Jak powinno się według Was interpretować to historyczne wydarzenie polityczne?

E.A.: Z jednej strony uważam, że te wybory odbiły się tak szerokim echem w zachodnich mediach ze względu na zdecydowanie proeuropejski światopogląd prezentowany przez Maię Sandu. Z drugiej zaś interesujące jest obserwowanie procesu demokratyzacji krajów, które (wciąż) przechodzą transformację polityczną, takich jak Mołdawia. Igor Dodon, na przykład, znany jest na Zachodzie jako prezydent wspierany przez Moskwę, który sprzymierzył się z regionalnymi demokracjami nieliberalnymi, tracąc przez to poparcie ze strony UE. W przeciwieństwie do niego, Maia Sandu ucieleśnia wielką zmianę w mołdawskiej polityce. Nowa prezydent jest gotowa zmierzyć się z wielkimi wyzwaniami, takimi jak walka z korupcją i z upolitycznieniem instytucji państwowych, a przez to nadać kraju świeży oddech, powiew nadziei dla głęboko zawiedzionych, skłóconych i zmęczonych obywateli. To jednak moje spojrzenie na bieżące sprawy w Mołdawii z punktu widzenia emigrantki. Alexandru, który żył i pracował w naszym kraju przez ostatnie kilka lat z pewnością będzie mógł przedstawić Ci bardziej szczegółowy obraz tamtejszych wydarzeń.

A.M.: W moim odczuciu Maia Sandu pojawiła się w zachodnich mediach również dlatego, że jest drugim przypadkiem kobiety wybranej na ważne stanowisko polityczne w post-radzieckim kraju, zaraz po Salome Zurabishvili, prezydent Gruzji od 2018r. Jednak w przeciwieństwie do tej ostatniej, Maia Sandu jawi się jako znacznie silniejsza polityczna liderka. Można również poruszyć kwestię białoruską: mimo że Swiatłana Cichanouska nie sprawuje jeszcze władzy na Białorusi, a tamtejsze władze dalej nie uznają jej za zwyciężczynię niedawnych wyborów prezydenckich, wpisuje się ona również w obecny regionalny trend.

Wracając jednak do pytania o to, jak należy interpretować wyniki zeszłorocznych wyborów w Mołdawii, trzeba porównać je z dotychczasowymi wyborami: Igor Dodon stracił część swoich zwolenników, podczas gdy Maia Sandu nie tylko zyskała ich poparcie, ale również głosy innych grup obywateli. Ponadto, zeszłoroczne wybory wyróżniły się wyjątkowo niską frekwencją, przy czym ta ostatnia okazała się niespodziewanie wysoka pośród mołdawskiej diaspory, która to oddała ponad 250 tys. głosów, a która dużo bardziej sprzyja Mai Sandu w porównaniu z mieszkańcami Mołdawii. Również otwarcie znacznie większej liczby lokali wyborczych poza granicami kraju sprawiło, że wybory stały się bardziej dostępne dla mołdawskiej emigracji (do tego stopnia, że w niektórych miastach, na przykład we Frankfurcie nad Menem, zaopatrzenie w karty wyborcze okazało się niewystarczające).

Można zatem zastanawiać się nad tym, kto wciąż głosuje na Igora Dodona: dotychczasowy prezydent Mołdawii cieszy się przede wszystkim poparciem starszych grup wyborców, czyli ludzi, którzy pamiętają jeszcze czasy Związku Radzieckiego i w pewnym sensie tęsknią za tamtą epoką. Jeżeli zaś chodzi o młodszych Mołdawian, podróżują oni coraz częściej na Zachód i zdobywają dzięki temu bardziej obiektywne spojrzenie na sytuację w kraju, przez co odwracają się od Dodona. Szczególnie zważając na to, że ten ostatni nie dotrzymał swojej obietnicy zachowania równowagi między Wschodem i Zachodem, zajmując wyraźnie prorosyjskie stanowiska.

Jak zatem określilibyście obecne nastroje polityczne w Mołdawii? Jak duże jest społeczne poparcie dla polityki rządu, w szczególności w trudnym kontekście pandemii koronawirusa?

A.M.: Po zeszłorocznej suszy, która nawiedziła nasz kraj oraz w wyniku kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią COVID-19, ludzie są skrajnie zawiedzeni obecnymi władzami. Choć Socjaliści (partia polityczna Dodona) wciąż utrzymują pewien rodzaj większości parlamentarnej wraz z innymi deputowanymi, ludzie domagają się rozpisania przedterminowych wyborów, z czym zgadza się do co zasady większość parlamentu. Obecny kryzys miał ogromny wpływ na zamożność społeczeństwa. Mołdawia okazała się krajem, który w porównaniu z całą Europą udzielił swoim obywatelom najskromniejszego wsparcia finansowego. Również sama pandemia rozwinęła się w bardzo złym kierunku: władze radzą sobie z nią na tyle nieumiejętnie, że od marca notuje się w naszym kraju stały wzrost dziennych przypadków COVID-19, a służba zdrowia znajduje się na skraju zapaści (trzeba przy tym przypomnieć o jej znacznym osłabieniu przez drenaż mózgów w wyniku emigracji zbyt wielu młodych lekarzy do krajów takich jak Rumunia, Niemcy czy Francja). Zatem społeczeństwo zupełnie nie popiera obecnej polityki rządu, któremu zdecydowanie ufa zaledwie 2,6% (inaczej niż w przypadku samorządów czy Kościoła, które to instytucje okazują się dużo bardziej popularne).

E.A.: Patrząc z dzisiejszej perspektywy na ostatnią kampanię prezydencką, Dodon szczególnie stracił na popularności po tym, jak ostentacyjnie łamał restrykcje związane z sytuacją sanitarną oraz przez swoją sceptyczność co do rozwijającej się pandemii. Co zaś tyczy się jego prorosyjskiej strategii, ta również okazała się nieskuteczna i oparta na pustych obietnicach, co ilustrują na przykład dostawy rosyjskiej ropy naftowej, której tylko niewielka część ostatecznie dotarła do Mołdawii.


Spotkanie delegacji USR-PLUS z Premier Mołdawii Maią Sandu, Renew Europe na licencji CC BY-NC-ND 2.0

Zważywszy na to, co mówicie, czy są powody, dla których można by spodziewać się prounijnego zwrotu w Mołdawii, podobnego do ukraińskiej rewolucji sprzed 7 lat?

E.A.: Cóż, z pewnością szczególnie interesujące są i będą wydarzenia mające miejsce tuż po wyborach. Z pierwszą oficjalną wizytą po zaprzysiężeniu prezydent Mai Sanu udał się do Kiszyniowa rumuński przywódca Klaus Iohannis. Z tejże okazji obiecał on, że Rumunia przekaże Mołdawii 200 tys. szczepionek przeciwko wirusowi SARS-CoV-2 oraz że udzieli ona wsparcia finansowego wielu projektom dotyczącym mołdawskiego rolnictwa, społeczeństwa obywatelskiego, infrastruktury oraz połączeń międzysystemowych, a także współpracy w walce przeciw korupcji i w zakresie wzmacniania władzy sądowniczej. Doszło zatem do zbliżenia między Mołdawią a jej głównym sprzymierzeńcem w Unii, czyli Rumunią.

Społeczeństwo mołdawskie jest głęboko podzielone pod wieloma względami, przede wszystkim pod kątem poglądów prorosyjskich i prounijnych. Sandu zawdzięcza swój niedawny sukces również temu, że nie zbijała kapitału politycznego grając na tych fundamentalnych podziałach, lecz kładła nacisk na aspekty, które łączą Mołdawian. Nowa prezydent unikała więc łatki „prounijnej”, a za jedyny oficjalny cel postawiła sobie walkę z korupcją oraz poprawę jakości życia w kraju. Częścią jej strategii polegającej na dotarciu do wszystkich wyborców i unikaniu polaryzacji społeczeństwa było zwrócenie się do (znaczącej) rosyjskojęzycznej ludności po rosyjsku. Jednocześnie Maia Sandu cieszy się wsparciem Europejskiej Partii Ludowej oraz ważnych niemieckich polityków, m.in. Ursuli von der Leyen, Angeli Merkel oraz przywódczyni Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU), Annegret Kramp-Karrenbauer.

Nie będąc bynajmniej nowicjuszką w świecie polityki, Sandu zdążyła zdobyć pokaźne polityczne doświadczenie. Z tego względu, mimo że prerogatywy mołdawskiego prezydenta są znacznie ograniczone, jest ona w stanie nadać silny impuls do prawdziwego politycznego przełomu w kraju. Jako przykład w tej kwestii niech posłuży symboliczna decyzja o rozmontowaniu barykad otaczających pałac prezydencki w Kiszyniowie, przez którą Sandu pokazała chęć zwiększenia transparentności oraz otwartości administracji publicznej.

A.M.: Według mnie zbyt optymistyczne jest oczekiwanie na rewolucję podobną do tej, która miała w ostatnich latach miejsce na Ukrainie. Świadczą o tym prognozy dotyczące nadchodzących wyborów parlamentarnych, które nie przedstawiają się zbyt obiecująco: główne proeuropejskie partie ledwie przekraczają w nich próg wyborczy. Można zaś spodziewać się w tym roku utworzenia nowej partii po prawej stronie sceny politycznej. Ponadto, ani partia Sandu, ani też partia Dodona nie byłyby w stanie rządzić samodzielnie. Musiałyby one negocjować potencjalne umowy koalicyjne z Naszą Partią czy też z Partią Șor, a oba te ugrupowania nie mieszczą się w tradycyjnych kategoriach politycznych.

Co ciekawe, Ilan Șor (przewodniczący Partii Șor) jest dawnym biznesmenem, który został skazany za kradzież równowartości 1 miliarda euro z mołdawskiego systemu bankowego. Jako burmistrz Orhei (miasta położonego w centrum kraju), zyskał poparcie dzięki prowadzonej przez niego sieci „sklepów społecznych”, które sprzedają swoje produkty po bardzo przystępnych cenach. Również Naszej Partii przewodniczy przedsiębiorca będący równocześnie burmistrzem miasta Bălți na północy Mołdawii. Wyróżnia się jako bogacz, który zbił fortunę w Rosji i który posługuje się bardzo prostym językiem zrozumiałym dla każdego. Bardzo zmienny w swoich opiniach, popiera on raz Maię Sandu, raz Igora Dodona. Do tego wszystkiego dochodzą głosy tych, którzy twierdzą, że cieszy się on poparciem Kremla…

Jak więc widać, trudno sobie wyobrazić stabilną koalicję polityczną w podobnych warunkach, w których wszystkie partie polityczne, z wyjątkiem PAS (partii Mai Sandu) są skorumpowane.

Co w takim razie z Umową Stowarzyszeniową z UE: jaki wpływ wywarła ona na Mołdawię? Szczególnie z punktu widzenia młodego pokolenia: czy są powody do optymizmu w kwestii przyszłości Partnerstwa Wschodniego oraz bilateralnych stosunków Mołdawia-UE?

A.M.: Chciałbym na wstępie podkreślić, że nie należy mieszać Partnerstwa Wschodniego z Umową Stowarzyszeniową, ponieważ każde z nich ma swoją własną strategię. Skoncentrujmy się zatem wyłącznie na mołdawskim stowarzyszeniu z UE. Trzeba wiedzieć, że obecnie Umowa Stowarzyszeniowa właściwie kształtuje całą strukturę wewnętrzną Mołdawii. Dziś każdy projekt legislacyjny odnosi się do zapisów tego aktu prawnego. Wszystkie działania państwa mołdawskiego są oceniane przez pryzmat jego zobowiązań wynikających z Umowy Stowarzyszeniowej. Jest to szczególnie istotne zważając na fakt, że jej zawarcie oznacza dla Mołdawii znaczące wsparcie finansowe, a Kiszyniów zawsze w dużej mierze polegał w tej kwestii na wsparciu międzynarodowym.

W chwili obecnej Umowa Stowarzyszeniowa stanowi jedyne narzędzie pozwalające UE egzekwowanie właściwego wdrażania reform w Mołdawii. Jednakże w ciągu dwóch ostatnich lat reformy te przeprowadzano w stopniu niewystarczającym: w samym tylko roku 2019 kraj przeszedł przez dwa poważne kryzysy polityczne, w wyniku których Maia Sandu utraciła premierostwo. Osobiście uważam, że gdyby nie pandemia, Unia nie udzeliłaby Mołdawii tak łatwo równie dużego wsparcia finansowego w 2020r. Jako nowa prezydent, Maia Sandu z pewnością będzie opierać się na Umowie Stowarzyszeniowej jako skutecznym uzasadnieniu proeuropejskich reform. Sam jednak mechanizm nagradzania kraju za reformowanie się należy usprawnić po liberalizacji reżimu wizowego, która to dramatycznie osłabiła wpływy Unii Europejskiej w tym zakresie.

E.A.: Ja z kolei uważam, że główny problem związany z Umową Stowarzyszeniową polega na tym, że rzeczone reformy przeprowadzono wyłącznie powierzchownie. Zaś za prounijną maską wciąż kryją się różnorakie skandale, na przykład wyprowadzanie pieniędzy z banków.

A.M.: Ze względu na słabnące wpływy UE w kraju, wprowadzane reformy nie przynoszą oczekiwanych skutków. Dlatego też w celu zachowania procesu europeizacji Mołdawii, Unia zmienia teraz strategię z udzielania pomocy rządowi centralnemu na bezpośrednie finansowanie władz lokalnych. Sam osobiście do tego nawoływałem, ponieważ po dziś dzień obywatele mołdawscy niekoniecznie zdają sobie sprawę z tego, co tak naprawdę oznacza stowarzyszenie ich kraju z UE. Potrzebują zatem bezpośredniej więzi z Unią, którą mogą zapewnić zdecentralizowane projekty.

E.A.: Jeśli chodzi o ten ostatni aspekt, należy dodać, że media często w sposób stronniczy i niesprawiedliwy informują o projektach współfinansowanych z funduszy europejskich w porównaniu ze wsparciem finansowym ze strony Rosji. W szczególności dało się to zauważyć podczas ostatniej kadencji prezydenta Igora Dodona. Decentralizacja projektów nie tylko utrudni władzom centralnym i politykom na szczeblu państwowym możliwość przypisywania sobie przemian osiągniętych dzięki wsparciu unijnemu, ale przede wszystkim pozwoli ludziom zrozumieć do jakiego stopnia Unia Europejska pomaga ich krajowi.

Rozmawiając z Wami dostrzegam, że nawet po zwycięstwie wyborczym Mai Sandu przyszłość stosunków mołdawsko-unijnych pozostaje pod znakiem zapytania…

Są jednak pewne powody do optymizmu! Uprzejmie dziękuję za czas, który poświęciliście na udzielenie mi tego jakże ciekawego i pobudzającego do refleksji wywiadu.


[1] Na prośbę osoby, z którą przeprowadziliśmy ten wywiad, a której zależało na zachowaniu anonimowości, publikujemy wyłącznie jej inicjały.